Woda

  1. Woda

Bopowa muzyka z maszyny grającej zakołysała mężczyznami pod ścianami i nastoletnie dziewczyny zaczęły energiczniej przechadzać się po pomieszczeniu. W szklankach zatoczyły się napoje. Sly spojrzał na lampę pod sufitem i obserwował wijący się tytoniowy dym. Podziwiał nieprzewidywalne formy i całkiem zapomniał o siedzącym przy stoliku głośnym towarzystwie. Przechylał głowę z lewej na prawo i z powrotem w nerwowym rytmie trzech czwartych.

Podszedł do barowej lady. Zajął miejsce obok elegancko ubranego mężczyzny. Krępy byczek o ciemnej karnacji odpowiedział gościowi posępnym spojrzeniem.

W razie kłopotów mogę na Ciebie liczyć? – Sly spytał z niepokojem w głosie.

Dobre macie tutaj piwo. Zdążyłem się na nim nieźle poznać. – grubas odsłonił lekko szary płaszcz i krótki nóż za paskiem.

Szafa grająca wydała z siebie nieprzyjemny zgrzyt. Po chwili słychać już było tylko niezawodnego Charliego Parkera. W lokalu kłębił się dziki tłum ludzi. Rozochocone panienki wyszły na środek sali.d

Każdy kobiecy ruch w takich miejscach, dla mnie, ma w sobie coś z przedstawienia. Drobne gesty obliczone na zdobycie szacunku widzów.

Uśmiechnij się.

Nie chcę. – Sly poprawił włosy i flanelową ciemnoniebieską koszulę. Zajął wygodniejszą pozycję i poprosił barmana o szklankę soku.

Życie z ludźmi nie wychodzi? Sprzedam Ci dobrą historię. – na twarzy osiłka pojawił się szeroki uśmiech. –Kiedyś pracowałem w więzieniu. W roli, jak to mówią, wychowawcy. Nie zabawiłem tam dużo czasu. Raptem trzy, cztery lata. Fantazja architekta musiała nie mieć granic. Budynek miał kształt rozłożonych nóg.

Streszczaj się. – Sly spojrzał znacząco.

Przywieźli nam tych, kurwa, politycznych. W jednym ramieniu siedzieli recydywiści. Naprzeciwko umieściliśmy. Osobno. Komuchów. Dumnych. Przechodzących do historii. Dziewięćdziesiątkę szczęściarzy. Ktoś ich wreszcie dostrzegł. Byli z tego powodu bardzo zadowoleni. Nie mogłem patrzyć na te inteligenckie, ważne paszcze.

Wyobrażam sobie świetlisty obłok wokół ich twarzy.

Wpadli na pomysł, że rozmawiać będą tylko z kierownikiem. Buzie zamykali na kłódkę przy działowych. Utrudniali pracę. Komunikat z góry. Przenieśmy ich. – ciężkie dłonie położył na barowej ladzie.

Zmęczyli się?

Sytuacja powtarzała się jeszcze trzy razy. Aż trafili do nas. Nie lubię takich egzemplarzy. Wiesz o czym mówię. Jak ochlaptus Chinaski. Widzę 90 ludzi, ale żadnego człowieka. Bohaterzy bez ryzyka. Przynajmniej do tego momentu mogli tak uważać. Zacząłem bez patyczkowania się. Chwile po tym jak nas sobie przedstawiono. – głos zmienił na bardziej tubalny. – Chuje! Jestem waszym wychowawcą i rozmawiacie tylko ze mną. Żaden dyrektor nie będzie do was schodził. – klepnął w ramię Slyiego. – Uwierzysz? Przestraszyli się!

Czar takich miejsc zawiera się gdzieś pomiędzy ludzkimi rozmowami a melodią granej muzyki. Dźwięki tworzą mieszaninę podobną do mgły. Hałaśliwa bryza odpowiada za kulturę dyskrecji.

Nie polubiliśmy się. Wszędzie węszyli prowokacje. Nie dziwię się. Byłem po drugiej stronie. Klawisz. Łapiduch. Funkcjonariusz znienawidzonej władzy. Pewnego dnia jeden niemiłosiernie zaczął drzeć japę. Jakby płat po płacie zrywano z niego skórę.

Przybiegacie. Klient ma zdarte gardło, zaparowane okulary i ręce opiera na kratkach.

Zupa, zupa! W zupie jest benzyna! Śmierdzi benzyną. Wrzeszczy do mnie. – opowieść przerwał szczery śmiech. -Sprawy nie mogłem tak zostawić. Wróciłem z kucharzem i ogromnym garem. Postawiłem przed celą i zapaliłem zapałkę. Wiecie jak się zachowują opary? Upuściłem. Patyczek zgasł. Poprosiłem o talerz. Nałożyłem porcję krzykaczowi. Popatrzyłem jak na idiotów. Tym razem im się nie udało. Chcieli zamieszać kijaszkiem. Narobić zamieszania. Myśleli, że pokryje ich słup białego światła. Atencja całego zakładu. Z przykrością obserwowałem następne próby.

A ja widzę to tak. – Sly wodził palcem po szklance.

Nie przerywaj. – olbrzym zrobił się nerwowy.

-Inteligenciki  krążyły wokół swojego celu i nawet nie zbliżyli się o centymetr. – Sly już szukał w wyobraźni nowych interpretacji usłyszanej historii. – Buntownicy zajmują miejsce elity. Obrastają obłudą i fałszem. Wahadło historii przesuwa się o jedno pole. Cykl się powtarza. Nie chodzi im o wiele więcej. Demonstracje, spotkania, słowa, słowa, słowa. Bogaty nie zrozumie biednego. Uczciwie więc niech biedny stanie się bogaty. I wtedy znów bogaty nie zrozumie biednego. Róbmy absolutnie wszystko, żeby absolutnie nic sie nie zmieniło.

Egzaltowani buntownicy.

Ruchy pod powierzchnią są skrępowane, oddech wstrzymany. Wodę tworzą konwencje, zwyczaje, prawo, opinie, tradycje, inni mieszkańcy toni.Twoi więźniowie byli wystarczająco odważni żeby otworzyć buzię, ale za mało rozgarnięci żeby wyjść na powierzchnię. Szli na dno. Coraz mniej istotni.

Chyba tego nie kupuję. 

Skupili się tak bardzo na objawach; biedzie i nierównościach, że zapomnieli o przyczynach. – wciąż miał nadzieję, że rozmówca nie weźmie go za wariata.

Więc jakie są przyczyny?

Woda.

Woda?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *