Pragmatyzm: O tym jak jedno uderzenie w talerze wstrząsnęło życiem pewnej rodziny

Na początku XXw., młody pragmatyk włoski, Papini sformułował następujące porównanie: na hotelowym piętrze w jednym z pokoi klęczy modlący się ksiądz, w innym chemik bada próbówki, gdzieś indziej, filozof spogląda na rozprawę naukową, ale każdy żeby się dostać do swojego pomieszczenia musi skorzystać z korytarza. Metoda pragmatyczna byłaby właśnie wspólnym holem. Taka charakterystyka podkreśla ideologiczną neutralność i elastyczność. Pragmatyzm jest zbiorczą nazwą sposobu myślenia obecnego w kulturze od dawna. Kiedy przyszło skutecznie rozstrzygnąć zagadki metafizyki czy ontologii, nie stronili od niego Arystoteles, David Hume czy John Locke. Ale systematycznego opracowania metody pragmatycznej dostarczyło dopiero dwóch amerykańskich filozofów Charles Sanders Pierce i William James. 

Załóżmy, że pewien człowiek goni złośliwie uciekającą na drzewie wiewiórkę. Cały czas miedzy nimi pozostaje pień drzewa i jedno drugiego nie widzi. Czy ten nieszczęśnik okrąża wiewiórkę czy nie? Takim trywialnym przykładem, powstałym na spotkaniu ze znajomymi w plenerze, William James, jeden z czołowych intelektualistów amerykańskich, ilustruje działanie przełomowej metody pragmatycznej. Filozofii o ambitnym celu zakończeniu sporu między racjonalistami – stronnikami rozumu i  empirykami – zwolennikami faktów naukowych. Nie zdziwi nas, że tak doniosłą rolą obdarzył fikuśnego gryzonia, gdy zdamy sobie sprawę, że pragmatyzm szuka rozwiązań w doświadczeniach codzienności. Co może lepiej oddać charakter pragmatyzmu niż anegdotka z leśnej wycieczki z przyjaciółmi – prostotę, bezpośredniość, jasność i skuteczność.

Nie ma wątpliwości, że adorator czerwonego gryzonia biega wokół drzewa. ale Określmy precyzyjnie co ma się na myśli pytając: „czy biega dookoła wiewiórki”. Jeśli chodzi o to, że raz jest na północ od niej, potem na zachód, następnie na południe, wschód i wreszcie w punkcie wyjścia, to owszem, okrąża ją. Ale jeśli wyobrażamy sobie, że jest naprzeciw niej, następnie z prawej, potem lewej strony i z tyłu, a sytuacja taka nie ma miejsca. Wskutek tego że oboje się poruszają, zwierzątko jest ciągle odwrócone do niego brzuszkiem. Teraz dostrzegamy, że wiewiórka nie jest okrążana. Kluczowe jest określenie praktycznego skutku jaki chcemy uzyskać. W tym przypadku, okazało się że spór jest jałowy i każdy ma rację lub jej nie ma. W tym tkwi sedno metody pragmatycznej – kryterium prawdy są praktyczne skutki. Równie bezsensowny okazałby się spór dwójki dzieci, o to kto przynosi prezenty pod choinkę; Gwiazdor czy Św. Mikołaj? Nie ma takiej prawdy lub stwierdzenia, które by nie czyniło różnicy gdzieś indziej. Celem pragmatyzmu byłoby wyławianie rozróżnień i badanie skutków. Jeśli okazuje się, że różne tezy dążą do tego samego lub żadnego wyniku, pragmatyzm podpowiada, wybierzcie bardziej użyteczne rozstrzygnięcie albo zostawcie sprawę.

Głębiej w mentalności pionierów w Nowym Świecie była zakorzeniona chęć łowienia ryb niż rozważania egzystencjalne, więc aż do końca XIX wieku kpiono z Amerykanów, że nie założyli żadnej szkoły filozoficznej. O naśladujących europejskie prądy myślowe amerykańskich uniwersytetach lekceważąco wypowiadał się m.in: Alexis de Tocqueville. Jednak koło fortuny nie sprzyjało pewnym siebie Europejczykom. Amerykański sen zaczął się spełniać, gdy na rynku idei pojawił się pragmatyzm. Szybko wydziałów filozofii przeniósł się do praktyki politycznej, gospodarczej, kulturalnej i artystycznej. W ciągu kilku pierwszych dekad XX w., Stany Zjednoczone objęły swoją strefą wpływów Amerykę Południową, następnie dziesiątki innych miejsc świata. Żaden naród nie osiągnął tak wiele, w tak krótkim czasie. Powodzenie w polityce wewnętrznej i zewnętrznej oraz ekspansja kulturowa byłyby niemożliwe bez przewrotu intelektualnego zapoczątkowanego przez pragmatyków. Prawda rozumiana przez pragmatyzm w sposób relatywny, w świetle utylitaryzmu i skuteczności, niestety, zdradza potencjał do relatywizmu etycznego. Stąd za współczesnym dobrobytem Amerykanów stoją ofiary setek tysięcy ludzi, zwłaszcza Afroamerykanów i Indian. Nieznanym bliżej w Polsce problemem jest funkcjonujące przez dekady ustawodawstwo dyskryminujące Azjatów.

Tytułowe „uderzenie w talerze wstrząsające życiem pewnej amerykańskiej rodziny” to napis rozpoczynający thriller – „Człowiek który wiedział za dużo”. Klasyka gatunku w reżyserii Alfreda Hitchcocka. Dobre kino nie tylko w warstwie technicznej i fabularnej, ale co najciekawsze, również filozoficznej. Od samych początków istnienia, holywoodzka kinematografia była pasem transmisyjnym; kultury i światopoglądu wyznaczonego przez filozofię pragmatyzmu. Nie trzeba wkładać dużego wysiłku w poszukiwania – wpływy pragmatyzmu w amerykańskiej kulturze są wszechobecne. Alfred Hitchcock, tworząc kreacje swoich bohaterów, chętnie sięgał do wizerunku praktycznego, sprytnego, pomysłowego Amerykanina – człowieka sukcesu, w średnim wieku, pełnego mądrości, roztropności i elegancji. Pełnymi garściami czerpał z opisywanego przez Williama Jamesa, „człowieka pomiędzy umysłem miękkim i umysłem twardym – pragmatyka”. Spoglądając na Bena McKenne z „Człowieka, który wiedział za dużo” albo Rogera Tornhilla z „Północ – północny zachód” , dostrzeżemy pożądanych „everyman” amerykańskiego pragmatyzmu. Ludzi odpornych na przeciwności losu, nie skrępowanych żadnymi dogmatycznymi założeniami, skutecznych w osiąganiu celów. Niezależnie czy niefortunnie wpakowali się w międzynarodową aferę szpiegowską, porachunki mafijne, porwano ich dziecko czy niesłusznie uczyniono poszukiwanym zbiegiem, różnymi sposobami wyjdą z opałów. Po wszystkim, chętnie udadzą się na wieczorny koktajl. Dociekliwy czytelnik pewnie przypomni sobie, że tego rodzaju postacie występują nie tylko w amerykańskich filmach i literaturze. Będzie to oczywiście  prawda, lecz to właśnie Amerykanie w pierwszej kolejności kojarzą się z osobowością, filozofią życiową i usposobieniem, wyznaczonym przez pragmatyzm.

Hitchcock nie tylko kreując swoich bohaterów zwraca uwagę na ich zgodność z modelem amerykańskiego pragmatyka, przemyca aluzje filozoficzne w sytuacjach potencjalnie trywialnych. W jednej ze scen „Człowieka, który wiedział za dużo”. Podczas wakacyjnego pobytu w Marrakeszu, Ben McKenna razem z żoną (w tej roli fenomenalna Doris Day), na zaproszenie angielskiej pary, udają się do marokańskiej restauracji. Wystrój jest zgodny z lokalną tradycją. Klienci siedzą na zdobionych kanapach przy bardzo niskich stołach. Doktor McKenna z trudem zajmuje miejsce. Atmosfera jest magiczna i orientalna, ale jemu na pewno jest absolutnie niewygodnie. W tym czasie kurczowo próbuje zachować równowagę i nie zapaść się w zbyt miękkim siedzeniu. Spożywanie posiłków odbywa się według zasad specjalnej etykiety; używać można tylko trzech palców każdej z dłoni. Xxx  z trudem odrywa kawałki smakowitego pieczystego i wyraża szczere zdziwienie, jak można było wymyślić tak niepraktyczne reguły, skoro większość ludzi posiada pięć sprawnych palców. Sens całej sytuacji nie zamyka się jedynie w lekceważeniu, pełnej formalności, marokańskiej tradycji.Chodzi raczej o pokazanie przywiązania Amerykanów do wartości praktycznych.

Amerykański duch kształtuje się bardziej wokół określonego stylu życia, aspiracji i filozofii niż etniczności, wspólnoty krwi i historii. Pragmatyzm stworzył wspaniałe warunki ideologiczne do spojenia w jedną całość ludzi pochodzących z zupełnie rożnych kultur. W obliczu ruchu imigracyjnego do Stanów Zjednoczonych oraz Europy, pragmatyzm znów może się stać narzędziem integracji między przybyszami i autochtonami. Wymaga to ciągłego rozważania myśli Williama Jamesa i dobrej woli stron.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *