Back in 50’s – Jack Kerouac

Pick up zostawia w tyle małe miasteczko z jego jędrnymi, silnymi ciałami w brudnych, przetartych koszulach i czerwonych sukienkach w groszki. Gdzieś pośrodku sinego sklepienia, na bezkresnej Wielkiej Równinie, wśród woni potu wędrownych robotników, wagabundów i włóczykijów, pojawia się dramatyczne, czerwone słońce. Poszukiwacze łatwych kobiet i szybkich pieniędzy przemieszczają się w rytmie pór roku do stanów, gdzie najłatwiej o dorywczą pracę. Stałym punktem większości wojaży, jest ciągnący się przez tysiące kilometrów, szlak ze wschodniego wybrzeża na zachód – Route 66. W czasie Wielkiego Kryzysu, był drogą ucieczki od biedy i bezrobocia dla niezliczonej liczby rodzin. Wznoszący się do lotu pisarz, Jack Kerouac, nagabywany przez swojego, nie w pełni rozumu, kompana, Neala Cassydy, wyrusza poznać Stany. Przez parę kolejnych lat podróżuje autostopem i spełnia swój ideał szczęścia i amerykańskiej wolności. Doświadczenia spisał w kultowej powieści – W Drodze.

Nie tylko bliskie relacje towarzyskie z poetami i prozaikami Beat Generation, ale przede wszystkim ogromny pisarski talent, otwarty umysł, szerokie horyzonty, spontaniczna radość z życia i odwaga, sprawiły że Jack Kerouac stał się z miejsca idolem niepokornej młodzieży. Sukces wydanego w 1957 roku „W Drodze”, dowiódł, że gdzieś pod cienką warstwą  amerykańskiej dusznej obyczajowości i drobnomieszczańskiej moralności, istnieje żywotna, młodzieńcza spontaniczność i bunt. Kerouac dawał przykład chłopcom i dziewczynkom, przyszłym hipisom, liderom ruchów pacyfistycznego i praw człowieka. Możecie marzyć o czymś więcej niż kariera ubezpieczyciela czy niewolnika na taśmie produkcyjnej. Ideał stabilizacji i sielanka białych kołnierzyków zrodziły się ze strachu przed powrotem do codzienności opisywanej w „Gronach Gniewu” Steinbecka. Rzeczywistości lat 30; Wielki Kryzys, nieustanne wędrówki i niepewność. Potrzeba było prawie dwóch dekad, żeby kultura pozbawiona kompleksów, wydała na świat pokolenie wybitnych poetów. Wyposażeni w ostrze obrazoburczej poezji i prozy, wzniecili przewrót przeciw cenzurze i sztuce w karbach finansowych filantropów z Wall Street i Waszyngtonu. Jack Kerouac miał duży udział w formowaniu takich osobowości jak Jim Morrison – ikona romantycznego, psychodelicznego rocka lat 60.

Lektura Kerouaca to nie tylko doznanie estetyczne wysokich lotów. Napotykając na swojej drodze; młodych awanturników, pobożne staruszki, krewkich latynosów, ubrudzonych ranczerów, wykolejonych Indian, pewne siebie prostytutki, krok po kroku, kreśli szczegółowy portret amerykańskiej niziny społecznej. Pełnej energii, marzeń i chęci zdobycia się na normalność. Niestety nie dla każdego będą owoce dobrobytu lat 50. W jego opowieści nie brak też; panienek z dobrych domów, rozintelektualizowanych studencików, pubowych dandysów, pracowitych tatuśków i nadopiekuńczych ciotek. W wielobarwnym tyglu nierówności i sprzeczności, gdzie ludzie biedni, średni i bogaci tworzą unikalny, społeczny koloryt, pojawia się chłonny, elastyczny, pisarz. Młody Jack na początku lat 40 zwykł ze znajomymi; Burroughsem, Ginsbergiem czy Carrem, mawiać o „Nowej wizji” – własnej filozofii, gdzie eksperymentalna,  baudelaire’owska sztuka buntuje się przeciw rosnącemu konformizmowi społecznemu. Na realizację ambitnych planów brakowało wtedy umiejętności, doświadczenia i przede wszystkim odpowiedniego momentu dziejowego. Wszystko przyszło z czasem, zaczynając od dramatycznych przeżyć. Gdy Lucien Carr zamordował swojego wieloletniego adoratora, Kerouac trafił na krótko do więzienia za pomoc w zacieraniu dowodów zbrodni. Zachowała się interesująca korespondencja z tego okresu, między Jackiem a Allenem Ginsbergiem. Z dzisiejszej perspektywy, zdominowanej przez reżim lakonicznych wiadomości tekstowych, maili i emotikonów, listy zachwycają swoim stylem i pogłębioną refleksją o literaturze, filozofii i polityce. Historia obdarzyła bitników atencją w kolejnej dekadzie, a w latach 60 upragnioną rewoltą i zasłużonym szacunkiem.

Nadmiernie przywiązując się do etapu „wędrownego”, pominiemy wiele elementów, szerokiego spektrum zainteresowań i lwią część warsztatu literackiego, Jacka Kerouaca. Podobnie jak wielu ówczesnych amerykańskich pisarzy fascynował się kulturą i mistyką dalekiego wchodu. Prawdopodobnie do końca swojego życia pozostał katolikiem. Z resztą nie nazbyt gorliwym, ze względu na niechęć do gorsetu dogmatów i instytucji. Popularyzował myśl i naukę buddyzmu m.in. w „Zbudź się” i „Włóczęgach Dharmy”. Pierwsza pozycja w całości poświęcona jest życiu Buddy Sakamuniemu i credo buddyzmu – życie jako cierpienie; nieustanny cykl narodzin i śmierci. Zbawienna i zapewniająca spokój ducha jest akceptacja tego faktu i podążanie po ośmiorakiej ścieżce do nirwany.  Kerouac dołożył swoją cegiełkę do wielkiego kulturowego pasa transmisyjnego, między wschodem a zachodem, a któremu zawdzięczamy, tak wciąż żywą popularność buddyzmu, hinduizmu, krisznizmu, jogi, medytacji, wschodnich sztuk walki oraz filozofii. Oczywiście jak wszystko co oryginalne, twórcze i antymainstreamowe, daleki wschód został w myśl pokrętnej kapitalistycznej logiki spłycony i skomercjalizowany, ale jednak stanowi wciąż część naszej kultury.

Wkrótce po zakończeniu wojny światowej, zanim eter miały zdominować dźwięki gitary elektrycznej i rock n’ rolla, wydawało się że idzie, mająca trwać dekady, era trąbki. Wibrujący, jazzowy puls, rozrywał serca bitników , zwłaszcza Jacka Kerouaca. W różnych miejscach jego książek spotykamy się z Milesem Davisem, Glennem Millerem, Rayem Eberlem i Jimmym Dorseyem. W tamtym czasie, Ameryka przeżywała gorączkę bebopu, bliskiej poprzedniczki nowoczesnego jazzu. Okazało się, że popularyzacja gitary z przetwornikami zatrzymała zwycięski marsz jazzmanów przez listy przebojów. W każdym razie, indywidualistyczny i refleksyjny jazz najlepiej oddawał ducha Beat Generation i pozostał jego częstym punktem odniesień. Tym sposobem bitnicy odróżnili się od następnego pokolenia – dzieci kwiatów, które słuchało rocka na kwasie. Pierwszego rozdziału współczesnej muzyki rockowej, a może po prostu, muzyki rozrywkowej w ogóle.

Pióra zaprzedaliście forsie i teraz już tylko jak ostatni debile możecie szydzić z muzy, która wydana na pastwę materializmu Ameryce musi klepać bidę, pisał Allen Ginsberg jeszcze w 1959 roku po kolejnym napastliwym reportażu o bitnikach. W tamtym momencie Jackowi Kerouacowi zostało 10 lat. Chyba najtrudniejszych w jego życiu, bo naznaczonych pogłębiającą się chorobą alkoholową, burzliwym życiem osobistym i problemami finansowymi. Nie miał tylu sił co Charles Bukowski. Odszedł zbyt wcześnie, w wieku zaledwie 44 lat. Na szczęście zostawił swoją literaturę i przesłanie; wolność całe życie jest na wyciągnięcie ręki, ale sięgną po nią tylko najodważniejsi nieliczni.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *