„Dziady” Zadary

Podobno czas pozostaje zawsze aktualny. Czy tak jest z uniwersalnymi motywami w literaturze? Pisarzy i żołnierzy łączy unikalna umiejętność pisania historii. Odrzucając deteminizm jako zasadę naukową, która odrzuca, wyjątkowe, indywidualne cechy jednostek, na korzyść schematycznych czynników – wybitne jednostki – są najczęściej przedstawicielami jednej z wymienionych dwóch profesji. Ramię w ramię pióro i bagnet zmieniają naszą rzeczywistość. Jednak nawet głupiec dostrzeże, że to z atramentem powstają niezniszczalne toposy i idee, i to one mają przewagę nad przemocą, agresją i nabojami.  Mogą mieć różny zasięg, m.in: być próbą zmierzenia się z jednym narodem. Po spektaklu „Dziadów” w Teatrze Polskim we Wrocławiu, 19 marca 2014 roku, w reżyserii Michała Zadary, notowania Adama Mickiewicza znów wzrastają. Romantyczny przekaz dalej ma racje bytu w postmodernistycznej rzeczywistości.

Pokutuje przekonanie, że Dziady są dramatem niescenicznym. Wytłumaczyć sobie nowatorstwo dzieła Mickiewicza w ten sposób, mogą jedynie reżyserzy ograniczeni własnymi horyzontami.  Michał Zadara całkowicie przekwalifikował w świadomości widzów ten utwór. Jego adaptacja nie tylko przełamuje stereotypy. Ranga „Dziadów” zajęła nowe należne jej miejsce w panteonie. W mojej opinii nie ma teraz bardziej polskiego dramatu, tak potrzebnego deskom naszych teatrów.  Zadara uczynił coś co mogło się wydawać niemożliwe. Odzierając spektakl ze zbędnej politycznej otoczki, wykrystalizował uniwersalne w każdym czasie spojrzenie na wszystko to co z naszym narodem tak łatwo kojarzymy; zabobonność, ckliwą wiarę, nieśmiałość przed choćby maleńką erotyzacją, umiłowanie do alkoholu, uwielbienie kiczu i megalomanię. Przedstawione problemy mają istotne znaczenia z punktu socjologicznego. Reżyserowi w takim ujęciu tekstu Mickiewicza sprzyja fakt, że w tym roku premiery doczekała się część pierwsza, druga, czwarta oraz utwór Upiór – nacechowana politycznie potencjalnie, najbardziej jest część trzecia Dziadów, jej premiera odbędzie się w przyszłym roku.

Michał Zadara i jego drużyna aktorów podjęła misję z pozoru samobójczą. Przyzwyczajeni jesteśmy do dużej dawki emocji aplikowanych w sposób gwałtowny. Jak utrzymać przez pięć godzin grzecznie w siedzeniach grono obrazkowych narkomanów, gdy nie chce się pominąć nawet jednego mickiewiczowskiego wersu. Dodajmy pisanego polszczyzną trudną nie tylko do opanowania na pamięć, ale również w odbiorze. Rozwiązaniem okazała się o dziwo – skromna scenografia. Większość scen odbywa się wśród wielkich pni spadających na scenę z sufitu, w drewnianym szkielecie piętrowego domu, a część czwarta w małej obrotowej chatce z przytwierdzonym obok drzwi Jezusem, obwieszonym lampkami choinkowymi. Jako widz nie czułem się w najmniejszym stopniu przytłoczony, jednocześnie z zachwytem mogłem podziwiać sposób w jaki przenika się tradycja z nowoczesnością, gdy w grę weszły puszczane z rzutnika sceny kręcone kamerą „z ręki” aktora.  Ukłon w stronę młodego pokolenia, choć sądzę również, że nie pamiętający adaptacji z lat 60-tych, a takich była większa część widowni również odebrała to jako coś pozytywnego.

Stwierdzenie, że gra aktorska była genialna, w całej swej banalności może wzbudzać uśmiech na buzi czytelnika, ale musi mi wierzyć na słowo, że wybitnego odtwórcę roli Gustawa w czwartej części- Bartosza Porczyka wspominał bym ze łzami w oczach gdybym był bardziej wrażliwy, ale ponieważ mam więcej wspólnego z muzyką i śpiewem, nie mogę nadal wyrzucić ze swojej głowy jego stworzonych w konwencji jazz’owej song’ów, które powstały, nie na bazie tekstu Dziadów – ten utwór nie był jedynie fundamentem, został w te kompozycje wpisany bez żadnych najmniejszych ingerencji w tekst.  Zupełnie nową jakość uzyskano za sprawą obsadzenia roli Guślarza przez Mariusza Kiljana. Postać przejaskrawionego kaznodziei stała się uosobieniem naszych narodowych patologii związanych z przeżywaniem wiary jako postawy przesączonej ludycznością i czymś w rodzaju swoiście rozumianego okultyzmu. W obrzędzie dziadów bierze udział gromadka zapatrzona w swojego duchowego mentora, przekonana, że uczestniczy w wyjątkowym zjawisku. Każda z postaci uosabia inny sposób wiary w zabobon. Przenikliwy strach ogarnia zebranych, gdy duchy zjawiają się, obrazując przesłanie do wszystkich ludzi, wykraczające daleko poza naszą polską perspektywę – kto nie był ni razu człowiekiem, temu nic człowiek nie pomoże …

Michał Zadara stworzył plaster, który przykładam do swojej pragnącej ulgi otwartej rany zwanej – duma narodowa. Jestem szczęśliwy, że tak realizuje się w polskim teatrze dzieła wybitnych polskich pisarzy. Szczególnie, że jak większość rodaków jestem z twórczością Mickiewicza, szczególnie z Dziadami zaznajomiony w sposób niekompletny – ujmując to bardzo delikatnie. Okazało się, że literatura i teatr zawsze pozostaną najlepszymi braćmi i wzajemnymi niewyczerpanymi inspiracjami. Uczyńmy naszą narodową zasadą odrzucanie wszelkich zasad schematycznego kodowania sobie określonych sposobów odczytywania dzieł Adama Mickiewicza. Poczyniono ogromny krok w tym kierunku, aby odzyskać to co najważniejsze w Dziadach; diagnoza umysłu Polaka – stała się celem przewodnim …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *