Putin I „Wielki”

Krym jest stracony. Niestety, zdaje się, że nie wypuści go już ze swych rąk książę Putin. Należy przyznać, że takiego zbierania ziem ruskich nie było od czasów Iwana III Srogiego i Iwana IV Groźnego. Rosyjska ziemia wraca do macierzy. Świat zachodu, oburzony wytrzeszcza ślepia, lecz ręce ma związane. Czy dlatego, że dekady pokoju oduczyły nas waleczności ?

Mijający tydzień zapisze się w historii Europy jako znamienny wyłom w teorii o „końcu historii” (obok ataku na WTC czy arabskiej wiośnie ludów), sformułowanym po upadku Żelaznej Kurtyny. Wielu europejskich polityków przejrzało na oczy, nie tylko w ocenie rosyjskiej polityki zagranicznej , ale również sam kryzys krymski przypomina, że rywalizacja na arenie międzynarodowej nie dotyczy tylko gospodarek. Jedne państwa będą chciały zajmować teren innych w imię swych partykularnych interesów. Zdaje się, że Europa, która cieszy się najdłuższym w swej historii okresem pokoju zaczyna zasypiać i przymyka oczy na zagrożenia. Tak silnie jesteśmy uzależnieni od dostaw surowców i paliw z Rosji, że prowadzenie polityki zdecydowanej i skutecznej jest niewykonalne. Ograniczyć możemy się tylko do gestów; sankcje, protesty i groźne miny. Wszystko to wraca jak zła karma i boli nas bardziej niż Rosjan.

Zawierucha w Kijowie  może rościć sobie prawo do bycia „rewolucją”, ale nie była wystarczającym powodem usprawiedliwiającym, de facto rozbiór Ukrainy. Krym jest miejscem o szczególnym znaczeniu strategicznym ale i gospodarczym. Książe Władimirowicz Putin, wiedział o tym bardzo dobrze. Wykorzystał fakt, że zmiany na Ukrainie dokonane zostały poza porządkiem konstytucyjnym (ale w duchu konstytucji ukraińskiej !) i pomimo potencjalnej porażki, czyli odsunięcia od władzy bliskich mu polityków w tym kraju, zdecydował się na plan awaryjny. W momencie, w którym rozprężenie u szczytów władzy było w punkcie kulminacyjnym, był to ostatni tydzień lutego, w sposób dyskretny pozwolił z małej iskry rozniecić pożar w duszach stanowiących większość mieszkańców Krymu, Rosjanach. O separatystycznych ciągotach tego obszaru głośniej było już w grudniu i styczniu, ale nikt nie brał za prawdopodobne, aby mogło dojść do zmian granic. Dzisiaj fakty mówią same za siebie, Rosja zajmuje obszar drugiego państwa, dokonuje aneksji, a kolejne potencjalnie są szykowane. Małe, ale bardzo skuteczne, zmotywowane, być może finansowane przez Moskwę grupy sieją zamęt w Charkowie, Doniecku i dużych miastach na wschodzie Ukrainy. Pomimo tego, że uczestnicy stanowią mały procent wszystkich mieszkańców okręgów to bez problemu przy bierności służb mundurowych mogą wkraczać do urzędów i m.in: zmieniać flagi na rosyjskie. Ma to ogromne znaczenie symboliczne ! Pokazuje potencjalnemu Ukraińcowi, że administracja jest w fazie rozkładu, a winą obarczyć za to można zgniły zachód.

Rozpad Ukrainy  to drugi w kolejności problem, z którym w najbliższym czasie możemy się zmierzyć. Polityka europejska wobec Rosji jest różna. Każde państwo posiada swoje własne interesy, doświadczenie historyczne i wrażliwość na kwestie polityki wschodniej. Konflikt, którym My żyjemy cały czas, dzięki umiejętnej rosyjskiej propagandzie może zostać odpowiednio wymanewrowany. Putin w swoim przemówieniu po podpisaniu akcesji-aneksji Krymu oko puścił do Niemców, próbując porównywać je do zjednoczenia RFN i NRD. Kłamliwa to teza, ale medialna i nośna. Tak samo aluzja do Kosowa. Kraj, który powstawał w sposób kontrowersyjny. Wyłonił się z wojny. Jego geneza jest ciekawa i zasługuje na szerokie omówienie, ale stanowi piasek w oku Europy Zachodniej i USA. Tak jest przynajmniej, z perspektywy Rosjan.

Polityka wobec Rosji musi być twarda. Jej filarami są najsilniejsze państwa Unii Europejskiej; Wielka Brytania, Francja i Niemcy. Niestety premier Cameron zdaje się dystansować od całej sprawy. Brytyjscy politycy nie chcą aby ich giełda poszła w dół jak ta moskiewska. Słupki, statystyki i wirtualne liczby stanowią najwyższą wartość pragmatycznej polityki, która zdaje się ponosić sromotną klęskę w starciu z bezwzględnym Putinem. Najniższy w historii kurs rubla i ogromne straty na moskiewskiej giełdzie papierów wartościowych nie skutkują choćby momentem zawahania w całym konflikcie. Rosjanie działają imperialnie, ale sprawnie. Unii Europejskiej tej dynamiczności w decydowaniu brakuje. Póki jednak mówimy jednym głosem jest nadzieja, że uda się ocalić to co z Ukrainy zostało, a poprzez dyplomatyczny nacisk przekonamy Rosjan do oddania Krymu (w co nie wierzę).

3 komentarze

  1. „Krym jest stracony”
    Mógłbyś chociaż nie pieprzyć w bambus. Jeszcze się okaże.

  2. elmohero

    To jest moja opinia. Jeśli uważasz inaczej jak najbardziej to szanuje.
    Krym odzyskać na dzień dzisiejszy można tylko zbrojnie, a takiego rozwiązania nie biorę pod uwagę.

  3. Loix „takiego rozwiązania nie biorę pod uwagę”
    Ty tu rządzisz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *