Czar Sakozy’ego nie pryska

Nicolas Sarkozy jest europejskim liderem, który umiał zdobyć dla swojego kraju silną pozycję w organach Unii Europejskiej, lecz kunszt polityki zagranicznej przez niego prowadzonej ustępował wiele tej w prowadzonej polityce wewnętrznej. Prezydent Francji przyzwyczaił swoich rodaków do wygłaszania 4 pomysłów na tydzień, a potem nierealizowaniu żadnej obietnicy. Przyniosło to jedynie narastanie krytyki i masowe odwracanie się Francuzów od lidera Unii na Rzecz Ruchu Ludowego. Jednak wyniki I tury wyborów prezydenckich we Francji są dowodem, że sztab Nicolasa robi świetną robotę i koło fortuny zaczyna się obracać w kierunku obecnie urzędującego prezydenta. Wielu go skreśliło, lecz udało mu się nawiązać kontakt z faworytem socjalistów i dzisiaj nadal nie wiemy kto zostanie prezydentem Francji. To wielki sukces, zważając na fakt, że jeszcze nie tak dawno od Nicolasa Sarkozy’ego odwrócił się jego wielki sojusznik i poprzednik, Jacques Chirac.

Francoise Holland zdobył 27 % głosów, Nicolas Sakozy 25%. Te liczby nie są tylko efektem czaru rzucanego przez charyzmatycznego prezydenta. Zadziałała koniunktura. Tym razem korzystna dla prawicy.
Lewica wysuwa bardzo odważne pomysły „korekty kapitalizmu” oraz hasła sprawiedliwości społecznej. Koncentrują się przede wszystkim na słabej kondycji Francuskiej gospodarki, która kryzys bez większych perturbacji przetrwała, lecz teraz jest w stanie stagnacji.
Prawica natomiast poruszyła problemy polityki imigracyjnej, asymilacyjnej islamskiej ludności oraz bezpieczeństwa. Gdyby nie wydarzenia w Tuluzie, ta tematyka nie pojawiła by się na pierwszych stronach gazet. A tak, doszło do zamachu i cała Francja nie żyje teraz niczym innym jak tylko zapewnieniem sobie bezpieczeństwa i walką z fanatyzmem religijnym. Na tym polu niekwestionowanie króluje prawica.
Jestem niemalże pewien, że gdyby nie doszło by to tych tragicznych wydarzeń, porażka Sarkozy’ego byłaby sromotna i nawet nie wzbudziła by sensacji. Polityka ekonomiczna prowadzona przez niego jest póki co nieefektywna.

Po pierwszej turze wyborów wiemy już, że kandydacie prawej strony zgromadzili 47% głosów, natomiast lewica 44%. Wydaje się jednak, że mimo 80% frekwencji jest szansa, na przyciągnięcie jeszcze większej ilości ludzi, którzy czując niechęć do obecnego status quo zagłosują nie na Hollanda, ale przeciw Sarkozy’emu. Zadeklarował to zresztą Jacques Chirac.
Dałoby by to kandydatowi socjalistów wygraną, lecz kierując się prostym matematycznym rachunkiem i przyjmując, że skrajny prawicowy elektorat Frontu Narodowego zagłosuje na kandydata bliższego swoim przekonaniom, wygra obecnie urzędujący prezydent.

Na korzyść pana Nicolasa jest fakt, totalnego nieobycia Hollanda w stolicach europejskich państw, jego „niesalonowość” oraz brak wsparcia ze strony silnych liderów Europy będzie dla niego obciążeniem.

Wszystko rozstrzygnie się po prostu 6 maja …

1 Comment

  1. To jest faktycznie ciekawa sprawa. Różnica jest nawet mniejsza, 1,4%. Media z dziwną satysfakcją ogłaszają zdecydowaną przegraną Sarko w drugiej turze. Na zdrowy rozum trudno się z tym zgodzić. Maryna prawie na pewno nie zwróci się do swych wyborców o poparcie Sarkozego, pierwsze wypowiedzi jej sztabu będą sugerowują postulat wrzucania czystych kart. Część z wyborców Frontu (być może większość) wrzuci czyste karty lub zostanie w domu. Część zagłosuje przeciw Sarko. Część zagłosuje przeciw socjalistom.
    Jedną rzecz trzeba jednak uwzględnić, to nie jest wyłącznie skrajnie prawicowy elektorat, to jest także elektorat narodowo-socjalistyczny.
    Pytanie brzmi: jaki procent zagłosuje przeciw komu?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *