Komorowski, początkiem show między PO a PiS.

Prezydent elekt Bronisław Maria Komorowski stanie się początkiem końca pewnej wizji Polski … jakiej przekonamy się dopiero pod koniec jego prezydentury.

Po całkiem ciekawej kampanii wyborczej, obfitującej w ostrożną wojnę pozycyjną, której kwintesencję otrzymaliśmy w czasie dwóch debat przed II turą wyborów, pokazała, że polska polityka jednak nieco się zmieniła. Nasza demokracja dojrzewa z każdym przykrym lub pozytywnym doświadczeniem. Doświadczenia krztałtujące tą kampanię, a więc i w jakiejś części naszą demokracje to przede wszystkim tragedia smoleńska i dwie fale powodziowe.

Wybraliśmy prezydenta zdaniem większości Polaków lepszego. Jest nim oczywiście Bronisław Komorowski. Śledziłem każdy sondaż, mimo, że te często mijają się z prawdą, oglądałem wieczory wyborcze bo chciałem dać się po prostu do kogogś przekonać. Niestety żaden z kandydatów tego nie zrobił. Teraz kiedy już znamy zwycięzcę możemy gdybać co nas będzie czekać.

Zdecydowanie te wybory wygrała partia Prawa i Sprawiedliwości. Po pierwsze zmobilizowali własny elektorat i zdobyli nowy, który teraz będzie żył rządzą rewanżu tak jak ten PO z 2005 roku. Kaczyński nie zostawił partii i być może dzięki temu nie doszło do jej rozpadu. Za to PO ma teraz problem. Szczęściem w nieszczęściu jest na pewno dla Donalda Tuska zdobycie przez jego partię pełni władzy ale teraz straci pewną ważną broń, jaką jest słynne weto prezydenta. które uniemożliwia reformy "dobrego" rządu. Premier obiecał 500 reform, ale już wkrótce wybory samorządowe i parlamentarne, więc zbyt śmiałe decyzje mogą być dla PO politycznym samobójstwem. Prezydentura Komorowskiego to koniec hegemonii Tuska. On sam w partii wydaje się już odosobniony … jest samotnikiem ale ciągle liderem. Nie uśmiecha się już tak często jak kiedyś co sugeruje mi, że w końcu zdał sobie sprawę jak dużym zagrożeniem dla niego jest pełnia władzy, o której marzył. Jeśli jednak wygra wybory samorządowe i parlamentarne i jednocześnie będzie aktywnie reformował kraj w duchu konserwatywno-liberalnym, to stanie się politycznym fenomenem w Polsce, a przez jednych zostanie okrzyknięty wręcz mężem stanu i Piłsudzkim XXIw. Nie należę, do fanów żadnej opcji politycznej ale jestem umiarkowanym konserwatywnym-liberałem i nie jestem ślepym obywatelem.

Na naszych oczach rozegra się bowiem wielkie show, w którym o przetrwanie walczy PO i PiS. W wersji hard przegrana partia rozpadnie się a w wersji easy dojdzie do zmiany warty i wymiany starych polityków na nowych. Dlatego teraz tak bardzo liczą się te wybory prezydenckie bo są początkiem końca pewnego rozdziału albo w PO albo w PiSie. Nam szarym obywatelom pozostaje zostać świadomymi wszystkiego co się wokół nas dzieje i trzymać kciuki, że koniec tego przedstawienia da nam tylko nową, lepszą jakość w polityce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *